powiedziane.

Rozprasza mnie myśl, że poza słowami

istnieje jeszcze tyle „tonów składowych”,

w ciele budzi się ochota, by się zachłysnąć,

zapowietrzyć i błysnąć jak magnezja,

ale to niemożliwe.

Upchnąć się całkiem

w słowach i wysłać, to jest marzenie,

aż pod powiekami przemyka cień i żyłka

drga w oku jakby chciała pęknąć,