Schodze z drogi nad rzeke, w łozy, żaby huczo, aż sie błota huśtajo od tego huku! Dzieś na łąkach derkacz271 derczy. Po wierzbach ptaszki krzyczo, parzo sie. Toż czerwiec.
Ciekawe, co by było, żeb tak kiedy noco, jak Handzia zaśnie, zajść cicho na chate. Ona spałaby, sama taka, pewno ręce rozrzucone. A wtedy jo ruszyć w ramie: odemknie oczy i co? Krzyknie? Wyskoczy z łóżka? Zawoła Handzie? He, a może posunie sie? Nie, krzyku nie narobi, ale na pewno powiedziałaby iść, wracać sie! Za delikatna ona, za dobra dla Handzi, za wstydliwa.
A lampa świeci sie i świeci.
Dziewczęta śpiewajo Z kolącego ostu możno płoty grodzić, choć prawie ich tu nie słychać, bo żaby głośniejsze, wiem, słowa zna sie: z kolącego ostu możno płoty grodzić, z kolącego ostu możno płoty grodzić, mężowej matuli nie możno dogodzić.
Lampa świeci jak świeciła.
A może już poszed, a ona czyta?
Ide znowuś, znowuś właże pomiędzy pień a ściane, ręko sie za gałąź łapie i tak wisiawszy, stojawszy, patrze:
Stoł odsunięty aż do drzwi, dżwi stołem przyciśnięte! Butelka pusta. Ona na łóżku, pod lampo, goła!
Całkiem goła!
Ale on, dzie on?