Był, był! krzyczy Filip: Słychać było jak młocił, ciszkiem młocił, ale młocił, he he he! śmieje sie durny durnawo, durnemu, mówio, i na pogrzebie śmieszno.

Ty Kaziuk po sąsiedzku z Grzegorycho, pytajo sie mnie Dunaj, ty wiesz: słychać było noco młocenie u Grzegorychi czy nie?

Tak, coś tam stukało, jak my spać szli, mówie, ja myślał, że Grzegorycha coś w stodole robiła, a to mowicie Grzegor? Nieboszczko?

Straszno sie robi: Jezu, pod moim bokiem nieboszczyki dokazujo!

A skoczno Handzia po Grzegoryche, proszo Dunaj.

Poszła, czekamy, trochu czasu przeszło, przychodzo obydwie. Siadajcie, zapraszajo Dunaj wdowe, siada, w ziemie patrzy, czeka. Dunaj odkachneli i mówio od razu: Podobno był u was wczoraj wasz nieboszczko, Grzegorycha, ludzi widzieli. Podobno żyto nawet młocił, prawda to?

Ona biała jak ściana: Co wam, ludzi, nieboszczko, Grzegor? Nie straszcie!

Młocił, ludzi widzieli, słyszeli!

Ja młociła, mówi Grzegorycha. A Filip: Nieprawda, łżecie, wy stali z boku i patrzyli, a on młocił!

Grzegorycha oczy spuściła, w ziemie patrzy, zębami łypy83 przygryza, ręce jej drżo. A kobieta rostu męskiego, oczy wstydliwe, policzki czerwone, a cycki, a dópsko, a nogi takie nabite, jakby cały czas coś sie w nich gotowało, mrowiło! Tylko co owdowiała, dwie niedzieli temu, Grzegor siano woził ze stogu, dziewiętucha jego ukąsiła i umar, dziewiątego dnia umar, nieszczęsny, bo nima od dziewiętuchy ratunku. Prawde powiedziawszy, nie nazywał sie Grzegor, a jakoś inaczej: przezwisko wziął po pierwszym mężu, pierwszym Grzegorze, a dla odróżnienia nazywało sie jego Grzegor drugi abo Biały, bo włosy i brwi miał białe, oczy czerwone: garki lutował po wioskach, a przywendrował na bagno akurat jak Grzegorycha pierszego pochowała. To i przygarnęła biedna wdowa biednego łazęge.