A tato: Baby nie chcesz? Zaraz, zaraz, a może tobie żenidło jeszcze nie urosło?
Urosło.
I umiesz ty obchodzić sie z babo?
Umiem.
Nu to czegoż czekać? Co masz latać po zapłociach jak sobaka, jak ty możesz jawnie, pod swojo pierzyno?
Spodobało sie mnie to, taka wygoda. Dobra, mówie, moge sie żenić. Ale z któro? A tato: to już Domin wymyślo.
I Domin, rajko, w czwartek przychodzo.
Obuj sie, mówio, bierz butelke, chodź.
Do której? pytam.
Nie twoja rzecz, odkazujo, namocz włosy, zaczesz sie w przedziałek.