I widze dobry kawał baby: dziewczyna gruba, tłusta, cycata. Ręce grube. Nogi grube. Włosy gęste. Nos nieduży. Nie garbata. Nie ślepa. Nie kulawa. Tyle że z to pindo sprawa niejasna, nie gadaliby chłopcy, jakby czegoś nie wiedzieli.

A siądź, mówio do niej rajko. Kole122 niego.

Usiadła na ławie i siedzi sztywno jak święta figura, ja jo z boku oglądam. Szkoda, że ten feler masz, myśle, bo tak na oko to ty niczego sobie.

Nie to, co dobre, ale to, co polubisz, podpowiadajo Domin.

I o co sie rozchodzi! przytwierdzajo Pietruk. I w ten moment ona błyś! spojrzała na mnie: pół chwilki tego było, ale tak we mnie, w oczy, w sam środek spojrzała, że jakby mnie kto desko w czoło prasnoł: czuć123 ja z ławy nie zleciał! Zaćmiło mnie.

Jak przeszło, zader ja głowe, w pułap patrze i tak sie mnie przedstawiło: dwie głowy widze przytknięte czoło do czoła, mięciutko, tak czasem krowy przytulo sie łbami, jak sie wyliżo. A te głowy to głowa moja i Handzina.

Jak Pambóg przeznaczy, to i na drodze rozkraczy! mówie i butelke z paltka wyjmuje.

O to to to to! ucieszyli sie Domin. I do Pietruczychi: A nieście słonine, zapijem ugode! I buch mnie w kolano, szcześliwe, że poszło im za pierwszym razem.

A jak my po pół szklanki wypili, taka ochota mnie naperła, że myśle: nawet jak ty tej dziury nimasz, to ja jo tobie zrobie!

Ale nie trzeba było, miała gotowe, i to take, że ósmy rok zatykam i zatknąć nie moge. A rodzi równo jak maszynka: co dwa lata w kwietniu, dzień, dwa przed świętego Wojciecha, tak że potem całkiem zdatna do polowej roboty: sadzić kartofli, warzywo, pleć124 len. A robotna jest i zgodna, i pobożna, tak, szczera to prawda, co mówio: śmierć i żona od Boga naznaczona.