O, wskrzesić rękami nie każdy może: tylko osoby od Boga wybrane. Nu, to Bóg Zapłać dobre ludzi za gościne, pójde ja dalej. Handzia prosi poczekajcie, pośniadacie z nami, ołatki z siary smaże! On na to, że ołatki z siary dobra rzecz, ale słońce wyszło, nie chce sie w chacie siedzić.
Prawdziwie, pogoda zrobiła sie czysta, mroźna, możno by do lasu jechać: Odziewaj sie Ziutek, mówie, brzozke przywieziem, na śniadanie wrócim.
Chomont biore i niose do chlewa, do Siwki. Założywszy, wiode jo na gumno Michałowe, do woza, woz mamy spolny, u Michała stoi. Zakładam duge129 w użwy i hołobli, zasuponiam130 kleszczy131, lejcam, piłe spod okapu biore, piłe też mamy jedne, tatowe, i jade na droge. Tu, czekawszy na Ziutka, woz skracam, ściągam rozwore132 na pierwsze dziure. A jade wozem gołym, bez gnojawek133 i spodówki134. Ziutek wychodzi, w Handzinym półkożuszku i drewniakach, sznurkiem przewiązany, w mojej czapie z uszami. Ołatka je. Na co drzewo z lasu wozić, jak pod chato rośnie, mówi i pokazuje ręko klona, ot, smurgiel jeden, ołatki jego ciągno i wykręca sie od drogi.
No, no, zasrańcu, klona ty sie nie czepiaj, mowie, siadaj. Bierz lejcy!
Daje lejcy smurglowi, niech bawi sie kierowaniem, małe strasznie lubio lejcy, zaraz rozsiada sie na rozworce, furmanuje. Ja na tylniku135 siedze, plecami do konia i patrze sobie na chate, jak zostaje sie za nami.
Klon nad chato sie rozcapierzył, wielki, teraz sie prześwieca, bo bez liści, ale wiosno, jak zazielenieje, to dom przykrywa gałęziami niby czapo, okna zatula, aż w izbach ciemnieje. A w odziomku136 pogrubiał, że rękami sie jego nie obejmie, i rośnie, co rok grubszy, podwalina od dołu wysadzona. Tego klona ni masz prawa tknąć, zasrańcu, choćby palić słomo przyszło, mówie, on moj brat!
Brat, cieszy sie smurgiel, lejcami trzęsie, tatow brat?
Tłómacze: tego dnia, co ja urodził sie, babka urwali gałonzke ze swojego klonu, tego, co u Mazurow przy stodole, i wsadzili koło węgła137. Nu i przyjoł sie, i rośnie ze mno. A jakby Nie Daj Boże kto jego ścioł, to i mnie podetnie! I mówie chłopcewi, że on też ma brata, ten klonik za stodoło to jego rówieśnik. Dziwi sie: To wszystkie drzewa przy domach to braty?
Prawie wszystkie. I w lesie też nie możno ścinać: nie wiadomo, kogo sie ścina.
To jakby drzewow nie ścinać, ludzie nie umieralib?