Ale słyszym: i na was przyjdzie pora, może już za rok. Zapewniam panią, pani Haniu, jak zacznie pani czytać książki i gazety, innymi oczami pani świat zobaczy. Handzia kręci głowo: A Broń Boże! Na co mnie oczy zmieniać, jak ja nimi prawie trzydzieście lat patrze i widze wszystko jak trzeba!
Dobrze, pogadamy kiedy wieczorem, teraz lecę do sołtysa, powiada ona z drzwi, a obiad proszę koło pierwszej, dobrze?
Uszykowała jej Handzia jak było umówione: kartofli, do tego kapusty kiszonej z cybulo pokrajano i olejem. Ale słonko przeszło na druge strone sokora, obiadowa pora minęła, uczycielki nima i nima, wszystko ostygło. Aż przylatuje! Akurat Handzia spuszczała do ładyszki170 mleko z cycków: Co pani robi! przestraszyła sie i patrzy jak urzeczona.
Mleko spuszczam, bo cycki bolo, mówi Handzia.
I co z nim potem?
At, cielakiewi bedzie.
Ona stoi, stoi, nie mówi, nie rusza sie, patrzy jak Handzia sie nagniata. To ono nawet nie dzieciom, pyta sie w końcu.
Dzieciom nie możno, bo znowuś płakalib nocami. Niech pani rozdziewa sie, jeść zaraz podam, już to koncze.
Trzy dni później Ziutek poszedł do tej szkoły!
Nie było jego prawie do obiadu. Ja polana rąbał i co raz naglądał, czy nie idzie.