Tylko dwa pomosty zostały spuszczone między angielskim okrętem a amerykańskim lądem: jeden dla pasażerów pierwszej klasy, drugi dla bagaży pasażerów pierwszej klasy.
Wszystko ciśnie się razem na miejsca, gdzie spojrzenie i dźwięk połączyć mogą czekających i oczekiwanych. Sceny poznania, ponownego zobaczenia, sceny przyjmowania przyjeżdżających — na odległość. Jeszcze jedna noc na okręcie i to bardzo nieprzyjemna. Okazało się, że hałas maszyn miał swoje korzyści: dzisiaj, gdy maszyny są głuche, słyszy się nie tylko chrapanie i odbijania kolegów z kabiny, ale także wszystko z przyległych kajut. I człowiek, przywykły do terkotania maszyny, do kołysania okrętu, ma teraz chorą duszę i kręci mu się w głowie na skutek nagłej równowagi.
Procedura kontroli paszportów i sprawdzanie osobiste przez komisję emigracyjną trwały długie godziny, od szóstej rano aż do południa. Doktor Becker, który jako zawód podał „autor”, został zapytany, jakiego rodzaju jest pisarzem.
— Piszę nowele i powieści.
— A o polityce?
— Not at all 24— odpowiedział, śmiejąc się.
W ten sposób wszedł do hali przystaniowej — był już w Ameryce.
Wieczór, dzień i noc wyboru prezydenta
Jimmie Walker25, burmistrz i najlepiej ubrany człowiek w Nowym Jorku (być dobrze ubranym znaczy w państwie równości tyleż samo, co w korporacji niemieckich studentów), Jimmie Walker stoi na Times Square26 i przemawia donośnym tonem z pełnymi wyrazu gestami, ładnie zbudowanymi frazesami27 za demokratycznym kandydatem na prezydenta, Alem Smithem28.
Konni policjanci pilnują porządku, tysiące cisną się, aby zobaczyć mówcę, usłyszeć przemowę, ożywić ją swoim głosem albo zepsuć.