. . . — — — . . .
Ratujcie nasze dusze!214
Zapanowała cisza w przestworzu; wszystkie mruczące i ucieszne rozmowy zamilkły, kiedy zabrzmiało to wołanie: SOS.
Stacja Kuba woła w eter: „Gdzie jesteś? Podaj nam swoją pozycję”.
Odpowiedź: SOS.
Dalej nic, tylko wołanie o pomoc. Radio okrętowe rozbitków przestało słuchać, prawdopodobnie odbiornik został zniszczony, telegrafista naciska tylko klucz . . . — — — . . . z zazdrosnym spojrzeniem na tych, którzy skaczą do łodzi ratunkowych i przez huragan są z powrotem wyrzucani w górę. Żywią jeszcze nadzieję uratowania. Telegrafista nie może się już uratować. Widzi się myśli przedśmiertne, widzi się śmiertelną walkę ludzi, oddalonych o tysiące mil, w tej samej chwili, jednocześnie. Niemiłe to jest i smutne.
Ktoś tam gdzieś zdaje się o niczym nie wiedzieć i telegrafuje. Bardzo wyraźnie — gdyż jest dość blisko — stacja Colon w Kanale Panamskim rzuca swoje „hasło” we wszechświat: QRT215.
Cisza przy telegrafie jest echem ciszy panującej w nieskończoności, przerywa ją tylko trzask elektryczności w powietrzu.
Powietrze i woda są narzędziami mordu. (Czcijcie tylko naturę, wy, naiwni!).
Kuba żąda natarczywie odpowiedzi: „Wasza pozycja! Wasza pozycja!”.