C. k. biuro telegraficzne opublikowało na temat samobójstwa praskiego szefa sztabu raport, zawierający następujące sformułowania:

„Bardzo uzdolniony oficer, któremu przepowiadano świetną karierę, w chwili zamroczenia umysłowego... w ostatnich czasach cierpiał na bezsenność... w Wiedniu, dokąd powołały go obowiązki służbowe...”.

Szef biura ewidencyjnego Urbański i audytor Vorlicek pojechali do Pragi. Obaj mężczyźni zjawili się tam około południa. Urbański jadł obiad razem z baronem Gieslem, komendantem korpusu w Pradze. Ten ostatni został już powiadomiony telegraficznie o samobójstwie swojego szefa sztabu. Jednak dopiero w trakcie posiłku poznał jego przyczynę. Giesl dzień wcześniej otrzymał długi list od swego brata, austro-węgierskiego wysłannika65 w Belgradzie, w którym tamten donosił mu, że rząd serbski uważa wojnę za nieuniknioną. Bracia nieustannie pisali do siebie listy, gdyż 8. korpus miał w razie konfliktu zbrojnego z Serbią przekroczyć Sawę66 w okolicy ujścia Driny67. Tym bardziej przeraził się generał, że jego ulubieniec i powiernik zdradził wszystkie plany, tym samym je udaremniając. Po obiedzie oficerowie udali się do mieszkania Redla, mieszczącego się w budynku głównej wartowni, zaraz obok dowództwa korpusu. Drzwi były zamknięte i trzeba było je wyważyć. Tak samo rzecz się miała z biurkiem i szafami.

— Zostały otwarte przez ślusarza? — pytam byłego szefa biura ewidencyjnego Urbańskiego, który mi o tym opowiadał.

— Tak, o ile sobie przypominam. Była niedziela po południu, w koszarach nie było nikogo z żołnierzy fachowców.

— Czy ekscelencja pamięta, skąd wezwano ślusarza?

— Nie. Prawdopodobnie zawołano jakiegoś z sąsiedztwa.

Generał Urbański odpowiadał mi dotąd bardzo grzecznie i z wielką cierpliwością, jednak teraz zaczął się boczyć i niechętnie udzielał informacji. Starałem się zatrzeć przykre wrażenie, wyjaśniając szerzej moje pytania.

— Ślusarz mógł przecież potem łatwo wygadać się, że mieszkanie zostało otwarte pod nieobecność właściciela i z nakazu policji?

— Tak pan sądzi? — odparł Urbański ironicznie.