W sąsiednim pokoju Urbański melduje, co zaszło. Conrad von Hötzendorf był przygotowany na złe wieści, ale gdy usłyszał, o co chodzi, zbladł jak trup. Nie mówi ani słowa. Próbuje sobie wyobrazić skalę i reperkusje tej zbrodni. Sprawa wychodzi na jaw, następuje wielkie oburzenie — wojsko i tak już nienawidzi sztabu generalnego, „wybrańców”. Co na to powie zagranica? Co powie wróg? Cóż za triumf! Wszystko już zgniło — mówi się o monarchii. A co na to sprzymierzone imperium niemieckie? Jaka trwoga, jakie niedowierzanie! Jak zareagują koła opozycyjne, jeśli im się da taką broń do ręki, gdy do tej beczki prochu ktoś wrzuci zapalony lont? Zwłaszcza teraz, gdy sytuacja jest krytyczna. „Sprawa wymaga wyjątkowego wysiłku i dyplomacji — rozmyśla szef sztabu — Ta przeklęta muzyka mogłaby zamilknąć na pięć minut!”. Siada, ponownie wstaje. Wreszcie podejmuje decyzję.

— Łotr ma zostać natychmiast aresztowany. Powinniśmy dowiedzieć się z jego ust, jak daleko sięga zdrada. A zaraz potem musi umrzeć. Należy bezwzględnie oszczędzić ojczyźnie, armii, a przede wszystkim sztabowi generalnemu wstrząsu, którego nie da się uniknąć, gdyby się o tym dowiedziano.

— On sam, ekscelencjo...?

— Tak. Pod żadnym pozorem nikt nie może się dowiedzieć, jaka była rzeczywista przyczyna jego śmierci. Czy zostałem zrozumiany, panie pułkowniku?

— Wedle rozkazu, ekscelencjo.

— To się musi stać jeszcze tej nocy.

— Wedle rozkazu, ekscelencjo.

— Natychmiast powoła pan komisję, panie pułkowniku, złożoną z Höfera55 jako przewodniczącego, z przewodniczącego sądu audytorskiego56, pana i szefa komórki wywiadowczej. Tylko panów czterech. Meldunki należy kierować wprost do mnie.

— Wedle rozkazu, ekscelencjo.

Podczas gdy pułkownik Redl, śledzony przez agenta, zmierzał w kierunku Brigittenau (by zaraz jednak porzucić ten plan), w holu hotelu Klomser czekał na niego stary znajomy, któremu Redl telegraficznie dał znać o swym przybyciu — prokurator generalny najwyższego sądu kasacyjnego, dr Viktor Pollak. Redl i Pollak znali się na polu zawodowym. Gdy pułkownik, jako ekspert wojskowy, zgromadził materiał obciążający podejrzanego o szpiegostwo, to własnie dr Pollak, najwyższy oskarżyciel, w żarliwej mowie końcowej nadawał temu raportowi druzgocące dla obwinionego brzmienie. Współpraca doprowadziła ich do serdecznej zażyłości, byli kolegami i przyjaciółmi. Idą dziś razem na kolację do restauracji Riedhof57 w Josefstadt58. Prokurator nie przeczuwa, że podczas posiłku są śledzeni. Nie wie, iż jego przyjaciel, z którym teraz pije, jest największym zbrodniarzem, jakiego spotkał w swojej długoletniej praktyce. Spostrzega jednak zdenerwowanie, zakłopotanie i milczenie swego towarzysza.