— Nie — brzmi odpowiedź.
Członek komisji:
— Panie Redl, pan może prosić o broń.
Redl (z wahaniem):
— Proszę posłusznie o pistolet...
Nikt nie ma przy sobie broni. Ale pułkownik otrzymuje zapewnienie, iż ją otrzyma. Jeden z mężczyzn jedzie do domu po pistolet, by przekazać go Redlowi.
Następnie czterej oficerowie czekają na rogu Herrengasse i Bankgasse63, pilnując, by zdrajca stanu nie uratował się przed śmiercią przez ucieczkę. Nie mogą jednak widzieć okna pokoju, gdyż ten znajduje się w oficynie. Zmieniają się na czatach, by napić się czarnej kawy. Wreszcie i kawiarnia Central zostaje zamknięta. Mijają godziny. Cisza, cisza zupełna, żaden ruch ani strzał nie zdradza, czy ten dramat szpiegowski już się zakończył. Członkowie komisji rozjeżdżają się do domów, by przebrać się cywilne ubrania, gdyż zwrócili już na siebie uwagę. Godziny mijają. Cisza. Nie można przecież iść do Redla i powiedzieć mu: „Kończ pan prędzej, my chcemy iść spać”.
— Która godzina?
— Melduję posłusznie: piąta rano.
Należy wczesnym rankiem zawiadomić szefa sztabu generalnego o „zakończeniu” afery. Dwaj oficerowie mają o 6.15 wyjechać pierwszym pociągiem pospiesznym do Pragi i przeprowadzić rewizję w domu Redla. Detektyw z policji politycznej zostaje wezwany telefonicznie — to jeden z tych, którzy wczoraj ścigali pułkownika i którzy tej nocy złożyli specjalną przysięgę, że nie będą mówić ani słowem o tej sprawie. O całej aferze wiedziało jedynie dziesięć wysoko postawionych w monarchii austro-węgierskiej osób. I nigdy nikt więcej nie miał się dowiedzieć, że szef sztabu był szpiegiem.