Ta wizyta była naprawdę przemiła! Rozmawiali nie tylko o cudach, które zawierała rzeźbiona szkatułka, ale i o Pollyannie, o jej codziennym trybie życia, o cioci Polly, o Nancy i nawet o życiu Pollyanny jeszcze tam, w domu z ojcem!
A kiedy Pollyanna musiała już wracać do domu, pan Pendleton przemówił do niej głosem, którego nie poznała, tak był odmienny od zwykłego głosu chorego.
— Pollyanno! Chciałbym, żebyś mnie odwiedzała częściej! Dobrze? Czuję się samotny i potrzeba mi ciebie. Jest jeszcze coś, co mnie skłania do tej prośby. Kiedy się dowiedziałem, kim jesteś, myślałem, że już nigdy więcej nie zechcę cię widzieć, ponieważ przypominasz mi coś, co od szeregu lat starałem się i nadal staram zapomnieć! Za każdym razem, kiedy doktor pytał, czy ma cię sprowadzić, odpowiadałem: nie! Lecz z biegiem czasu doszedłem do przekonania, że muszę cię widywać, bo to właśnie twoja nieobecność nasuwa mi myśli o tym, co tak bardzo chciałbym zapomnieć. Dlatego też proszę cię, abyś przychodziła! Czy spełnisz moją prośbę?
— Ależ naturalnie, proszę pana — odpowiedziała Pollyanna, patrząc oczyma pełnymi sympatii na leżącego przed nią chorego człowieka o smutnej twarzy. — Sprawi mi to wielką przyjemność.
— Dziękuję — odpowiedział pan Pendleton.
Tegoż wieczoru Pollyanna opowiedziała Nancy o swej wizycie u pana Pendletona, o jego zbiorach z podróży, o ciekawych historiach, które jej opowiadał.
— I pomyśleć tylko — westchnęła Nancy — że on ci to wszystko pokazywał i opowiadał, on, zawsze taki ponury i nigdy z nikim nie rozmawiający!
— Ach, on tak wygląda, lecz taki nie jest — stanęła znów w obronie „Pana” Pollyanna. — Nie rozumiem naprawdę, dlaczego wszyscy tak źle o nim mówią! Gdyby go znali lepiej, myśleliby inaczej. Nawet ciocia Polly: i ona go nie lubi. Nie chciała na przykład posłać mu galaretki i wiesz, tak się bała, żeby czasem nie pomyślał, że to ona mu ją posyła.
— Zapewne nie wchodzi to w zakres jej „obowiązków” — wzruszyła ramionami Nancy. — Lecz co mnie w tym wszystkim dziwi, to to, że on, który nie należy w ogóle do ludzi lubiących dzieci, ciebie jednak lubi!
— Ja też myślę, że on nie lubi dzieci — potwierdziła Pollyanna. — Dziś nawet powiedział mi, że początkowo miał zamiar nigdy mnie więcej nie widzieć, ponieważ przypomniałam mu coś, co pragnął zapomnieć, lecz potem...