Rozdział XXIII. Gra pozostaje w zawieszeniu
Następnego dnia po wizycie pana Pendletona panna Polly wzięła na siebie trudne zadanie przygotowania Pollyanny do przyjęcia lekarza specjalisty.
— Pollyanno, kochanie — zaczęła. — Postanowiliśmy, że doktor Warren przyprowadzi ze sobą innego lekarza, który może da jakieś wskazówki, jak przyśpieszyć twój powrót do zdrowia.
Twarzyczka Pollyanny zajaśniała radością.
— Ach, to doktor Chilton! Ciociu, ja tak pragnęłam go zobaczyć! Chciałam ciągle prosić ciocię o to, ale nie śmiałam od czasu, kiedy on zobaczył ciocię na werandzie. Jak to dobrze, że ciocia sama o tym pomyślała!
Twarz panny Polly to bladła, to czerwieniła się, a gdy zaczęła mówić, z wielkim wysiłkiem zdobyła się na ton lekki i wesoły.
— O nie, kochanie! Nie mówię w tej chwili o doktorze Chiltonie. Będzie to zupełnie kto inny: znany lekarz z Nowego Jorku, który zna się na podobnych chorobach.
Twarzyczka Pollyanny, rozjaśniona przed chwilą, posmutniała od razu.
— Wątpię, ciociu, żeby się znał choć w połowie tak dobrze, jak doktor Chilton!
— Ach, kochanie, na pewno zna się lepiej. Jestem przekonana!