Zaledwie ukazała się we drzwiach, Jimmy, niezwykle podniecony, podbiegł do niej i zaczął mówić bezładnie:

— Proszę pani... zdaje mi się, że to, co zrobiłem, jest niedobre... Zaraz pani powiem... ale nie mogłem postąpić inaczej! To dla Pollyanny... przecież dla niej zrobiłbym wszystko na świecie... Pani pewnie też mnie zrozumie, jeśli powiem, że przez to jest nadzieja przywrócenia jej zdolności chodzenia! Dlatego właśnie przyszedłem... bo przecież zwyczajna sprzeczka nie może... nie powinna stanąć na przeszkodzie... Ja wiem, że gdy pani zrozumie, to na pewno poprosi doktora Chiltona...

— Co takiego? — przerwała panna Polly tonem pełnym oburzenia.

Jimmy westchnął.

— Nie chciałem wcale pani rozgniewać — powiedział — dlatego też od razu powiedziałem o możliwości uzdrowienia Pollyanny... Spodziewałem się, że pani wysłucha do końca.

— Jimmy, co chcesz przez to powiedzieć?

Jimmy znów westchnął.

— Postaram się wszystko, wszystko pani opowiedzieć.

— Dobrze, chłopcze, ale mów spokojnie, po kolei, a wtedy bądź przekonany, że cię zrozumiem. Nie staraj się tylko powiedzieć wszystkiego naraz, bo nic z tego nie wyjdzie.

Jimmy nabrał tchu.