— Ależ, Jimmy, ja nie mogę... nie mogłabym... to znaczy... ja nie wiem — wołała panna Polly, załamując ręce.
— Właśnie dlatego przyszedłem — powiedział Jimmy spokojnie. — Mówili, że z pewnych powodów, których nie zrozumiałem, pani nie zgodzi się, aby doktor Chilton przyszedł, że pani odmówiła już doktorowi Warrenowi, że doktor Chilton sam nie może przyjść bez zaproszenia z powodu jakiejś tam ambicji zawodowej i jeszcze dużo innych rzeczy. Mówili potem, że gdyby tak ktoś powiedział pani o tym wszystkim... tylko nie wiedzieli kto, a wtedy ja pod oknem pomyślałem, że mógłbym to zrobić i natychmiast przybiegłem. Czy pani teraz wszystko zrozumiała?
— Owszem, Jimmy, ale kto jest ten doktor? — pytała nerwowo panna Polly. — Gdzie on jest? Czy oni są pewni, że potrafi uzdrowić Pollyannę?
— Nie wiem, tego nie mówili. Tylko doktor Chilton wspominał, że ów doktor wyleczył już podobny wypadek. Zresztą chodziło im o to tylko, żeby doktor Chilton mógł zobaczyć i zbadać Pollyannę. Pani go teraz zaprosi! Nieprawdaż?
Panna Polly odwróciła głowę. Początkowo nawet Jimmy myślał, że płacze. Lecz panna Polly nie płakała i po chwili powiedziała stanowczo:
— Owszem, zawezwę go! Zrobię to nawet zaraz za pośrednictwem doktora Warrena, który, zdaje mi się, poszedł przed chwilą na górę. A tobie, Jimmy, dziękuję i... wracaj teraz do domu!
Doktor Warren zdziwił się, zobaczywszy w przedpokoju pannę Polly, wyglądającą na podnieconą, z zaczerwienionymi policzkami, a jeszcze bardziej był zdumiony, gdy mu powiedziała:
— Panie doktorze! Prosił pan o pozwolenie zaproszenia na konsylium doktora Chiltona, wówczas nie zgodziłam się na to. Otóż obecnie rozmyśliłam się i życzę sobie, aby go pan zaprosił. Chciałabym, aby pan to zrobił zaraz... natychmiast... i z góry dziękuję!
Rozdział XXIX. Nowy wuj
Gdy następnym razem doktor Warren wchodził do pokoju Pollyanny, szedł za nim drugi, wysoki, barczysty mężczyzna.