Panna Polly poruszyła wargami, jakby chciała powiedzieć, że to przecież miała być kara; lecz powstrzymała się i milcząc, szła naprzód z głową podniesioną do góry.
Czuła się bezsilna. Już po raz trzeci od przyjazdu Pollyanny karała ją i zmuszona była przekonać się, że po raz trzeci kara ta została przyjęta z radością.
Nic więc dziwnego, że panna Polly czuła się kompletnie rozbrojona.
Rozdział VII. Znajomości Pollyanny
Wkrótce potem porządek w domu panny Harrington ustalił się na dobre, chociaż może nie był w zupełności taki, jak się tego spodziewała panna Polly.
Pollyanna szczebiotała bez przerwy, grała na fortepianie, czytała na głos, uczyła się gotować — to prawda, ale na wszystko to poświęcała znacznie mniej czasu, niż miała wyznaczone. Miała też dość czasu „na życie”, jak mówiła, gdyż od godziny drugiej do szóstej po południu mogła robić, co jej się podobało, z wyjątkiem, oczywiście, pewnych rzeczy zabronionych przez pannę Polly.
Nie wiadomo tylko, czy te wolne chwile dane były dla wypoczynku Pollyanny, czy też — panny Polly.
W tych pierwszych dniach pobytu siostrzenicy panna Polly miała dość okazji, by wydawać okrzyk:
— Boże, co za dziwne dziecko!
A po lekcjach czytania i szycia była prawie zawsze trochę zmieszana i trochę zmęczona.