— Do mnie mówiłaś? — zapytał sucho.
— Tak jest, do pana — odpowiedziała Pollyanna rozpromieniona. — Mówiłam, że śliczna dziś pogoda! Nieprawdaż?
— Co? Aha... hm... — mruknął i odszedł pospiesznie.
Pollyanna roześmiała się.
„Co za dziwny, człowiek!” — pomyślała.
Na drugi dzień znów go spotkała.
— Dziś już nie tak ładnie, jak wczoraj, lecz pomimo to jest bardzo przyjemnie — powiedziała wesoło.
— Co? Aha... hm... — mruknął znów „Pan” i odszedł.
Pollyanna znów się roześmiała.
Gdy jednak zaczepiła go po raz trzeci, „Pan” nagle zatrzymał się.