— Mówię, że jest tak bogaty, iż mógłby zjadać pieniądze! — odparła nieco zniecierpliwiona Nancy. — A oszczędza, bo jest skąpcem. Sknerą!

— Ach, nie! nie! Na pewno oszczędza dla kogoś! Już wiem! Pewnie daje dużo na tych nawróconych pogan! — zawołała Pollyanna. — Jak to ładnie z jego strony! Wyrzeka się wszystkiego dla innych! Ja to wiem! Ojciec często mi o takich ludziach mówił.

Nancy już otworzyła usta, aby powiedzieć Pollyannie, że się myli, lecz spojrzawszy na rozpromienioną twarzyczkę dziewczynki, zatrzymała się. Po co jej robić przykrość?

— Hm... jednak to dziwne, że on z tobą rozmawia. W ogóle nie mówi z nikim bez wyraźnej potrzeby. Niektórzy nazywają go wariatem, inni człowiekiem złym, jeszcze inni zaś mówią, że stał się dziwakiem po jakimś ciężkim przejściu, które miał kiedyś w życiu! Jest on w ogóle bardzo tajemniczy. Czasami wyjeżdża i przez kilka lat podróżuje po Azji, Egipcie i Saharze.

— A więc jest na pewno misjonarzem! — wykrzyknęła radośnie Pollyanna.

Nancy roześmiała się.

— Tego nie powiedziałam. To tylko pewne, że gdy powraca, pisze książki, w których opisuje swoje podróże i odkrycia w dzikich krajach. Ale gdy jest tu, w kraju, wydaje zaledwie tyle, ile potrzeba na życie.

— Bo on na pewno oszczędza dla tych dzikich pogan — upierała się Pollyanna. — W każdym razie to dziwny człowiek! I jestem bardzo zadowolona, że mówi ze mną.

Rozdział IX. Niespodzianka pani Snow

Gdy Pollyanna po upływie kilku dni odwiedziła powtórnie panią Snow, zastała ją leżącą jak poprzednio w ciemnym pokoju.