*

Następnego dnia Pollyanna spotkała się w umówionym miejscu z Jimmym.

Jak się spodziewała, Jimmy był bardzo przygnębiony wiadomością, że panie z dobroczynności wolały małych Hindusów niż jego.

— Zresztą — dodał na pocieszenie — to zupełnie zrozumiałe, że to, co jest dalej, zdaje się być bardziej interesujące niż to, co mamy przed sobą! Ale wobec tego może by tak zaopiekował się mną ktoś, kto mieszka w Indiach?

Na te słowa Pollyanna klasnęła w dłonie.

— Wiesz, Jimmy, masz rację! Napiszę do tych pań z dobroczynności, które opiekowały się mną, nim tu przyjechałam! One mieszkają, co prawda, nie w Indiach, ale również bardzo daleko, a więc to będzie doskonale!

Twarzyczka Jimmy’ego rozjaśniła się nieco.

— Przypuszczasz, że zechcą mnie przyjąć?

— Naturalnie — odparła Pollyanna — jeśli się opiekują małymi Hindusami, to przecież mogą cię z powodzeniem uważać za jednego z nich, tym bardziej, że mieszkasz również daleko! O, napiszę do nich, zaraz napiszę!

— Nie zapomnij tylko wspomnieć, że żebrakiem nie jestem i będę pracował na swoje utrzymanie; a zanim otrzymasz odpowiedź, pozostanę na dawnym miejscu. Tak będzie może najlepiej!