Tu, jakby tknęło go przypomnienie naglące, zwrócił głowę ku lasowi, u którego brzegu migotały dwa biegające punkty.
Była to Bronia, uganiająca się pomiędzy drzewami z psem dużym i wesołym.
— Swój! Swój!
Piękne zwierzę przybiegło natychmiast w poskokach i parę razy okręciło się u nóg pana, który, patrząc na nie, tonem wyrzutu zapytał:
— Gdzie byłeś?
Pies podniósł pysk i wydał parę urwanych szczęknięć.
— Porzucasz mię! — mówił Rosnowski — wiesz jednak, że tego nie lubię!
— Hau, hau — zaszczekał Swój tonem trochę smutnym.
— Strzeż się Swój, bo przestanę cię lubić i źle nam będzie!
— Hau! Hauuu! hauuu!