Mówił to ze śmiechem; zarazem krzątać się zaczął około wydobywania ze skrzynek odzieży i drobiazgów. Skrzynki były ze skóry angielskiej, odzież z materjałów modnych, drobiazgi okryły spory stolik przy łóżku i połowę tego, przy którym siedział Stefan. Zwierciadełko podróżne, puzderko, pudełka, szczotki, szczoteczki, para flakonów kryształowych, ręcznik haftowany, chustka do nosa z monogramem, uwieńczonym koroną szlachecką. W czasie rozstawiania i rozkładania wszystkich tych rzeczy, pomiędzy dwoma młodzieńcami panowało milczenie, przerywane zrzadka zapytaniami lub uwagami Romana, na które Stefan odpowiadał paru krótkiemi słowy. Był on obojętnym zarówno dla osoby gościa, jak dla elegancji, przez niego roztaczanej. Roman to uczuł, ochłódł także i spochmurniał. Nagle stanął i w postawie słuchającej wpatrzył się w okno. Słuch jego uderzył śpiew, czy świergot, sam nie wiedział, jak to nazwać, jakieś, słowem, odzywania się gwarliwe, rojne, ostre, które podnosiły się za oknem zkądciś z dołu.
— Co to takiego? — zapytał.
— Świerszcze grają w trawach — spokojnie odpowiedział Stefan.
Roman zaśmiał się.
— Ach, tak! jakże mogłem nie poznać... Gdyby tu była twoja siostra, Bronia... Ach, tak! Świerszcze! Zapomniałem! Poznaję teraz, pamiętam!
— Pamiętasz? — zapytał Stefan.
Wyraz ten wymówił w sposób zupełnie prosty, jakby nawet roztargniony, jednak Roman przestał mówić i uważnie w niego się wpatrzył. Po chwili z trochą urazy w głosie, rzekł.
— Posądzasz mię o krótką pamięć. Ja to raczej mógłbym zarzut ten uczynić tobie.
— Zarzut krótkiej pamięci? dlaczego?
— Boś zapomniał o starej przyjaźni naszej...