Trochę zarumieniona spuściła oczy na robotę, ale śmiejąc się odpowiedziała:
— Moje piosenki, to w Darnówce ptaki bardzo pospolite, kto tylko chce mieć je może.
— Czy uczyłaś się śpiewać, kuzynko?
Usiadł przy niej i przez kilka minut rozmawiał o muzyce i śpiewie, ale przerwało im upomnienie się Darnowskiego o wieczerzę.
Przy wieczerzy Domunt opowiadał, że wczoraj, wracając z folwarku do Kaniówki, spotkał się z Rosnowskim, który także zkądciś wracał, a zobaczywszy go, zaraz z bryczki wyskoczył i kilka minut rozmawiał z nim na drodze.
— Powiadał mi, że tylko co otrzymał list od Marcelego. Zdziwiłem się, bom nie wiedział, że oni korespondują z sobą, ale Rosnowski objaśnił, że ten list pisany jest w interesie moim i że wkrótce zakomunikuje mi treść jego. Ale ja z góry już wiem coś o niej.
Zamienili się spójrzeniami ze Stefanem, który zapytał:
— A Swój czy towarzyszył Bohdanowi?
— Mogłożby być inaczej? — odpowiedział Domunt. Siedzieli obok siebie na bryczce i byli, jak się zdawało, bardzo z siebie zadowolonymi.
— Czy Swój mówił? — wtrąciła zapytanie Bronia.