— Dobrze, z chętną uległością odpowiedziała i znowu drobną rękę wsunęła mu pod ramię. Po chwilowem milczeniu, Roman z niejakiem wahaniem w głosie zaczął.

— Powiedzże australczykowi i to jeszcze: dlaczego właściwie kuzynka Irena nie chciała odjechać ztąd z baronową?..

Stopami w grubem obuwiu poważnie obok niego drepcząc, a co chwila wyplątując je z pomiędzy twardych łodyg cykorji, podniosła głowę i z pod słomianego kapelusza popatrzyła na niego oczyma znowu zadziwionemi.

— Jakże można pytać się o takie rzeczy? odpowiedziała.

— No, cóż tak dziwnego znajdujesz w mojem pytaniu?

— Naturalnie, bo Irenka jest tu potrzebną, a gdzie kto jest potrzebny, tam siedzi.

— Aha „Stoi ułan na pikiecie”! Krótko i węzłowato powiedziałaś. Ale komuż Irenka tu potrzebna?

Jeszcze większe zdziwienie Broni i bardzo energiczny gest ręki dźwigającej nieprawdopodobnie wielką miotłę z kwiatów.

— Oj, Boże! ależ wszystkim! Tatce, mamie, Stefkowi, mnie...

— Kondratkowej, wtrącił Roman.