— Czy to prawda, Bolesławie, że wyjeżdżasz?
Po chwili przykrego milczenia Górkiewicz z żywością zaczął mówić:
— Wyjeżdżam, i nie mów mi już nic, bo wiem z góry, co powiesz. Przedewszystkiem zapytasz: dlaczego przed tygodniem powiedziałem ci, że nie pojadę? Ot, widzisz, z powodu głupiego wstydu... Tyleśmy o tem zawsze mówili, że nie mogłem odrazu zebrać się na odwagę. Zresztą tydzień temu rzecz nie była jeszcze pewną i dopiero przed dwoma dniami zawarłem umowę stanowczą... A jeśliby zamiar nie miał przyjść do skutku, wolałem, abyś nie wiedział, że go miałem.
— To jest, abym przez całe życie poczytywał cię za innego, aniżeli jesteś.
— Niech to będzie dowodem, jak wysoko cenię twój szacunek...
Hornicz z silnym blaskiem oczu zapytał:
— Jaką pensyę brać będziesz?
— Pięć tysięcy rocznie.
— Ileż wart dla ciebie mój szacunek: dwa, trzy, cztery tysiące? bo w każdym razie mniej niż pięć!
Górkiewicz zarumienił się.