— I przyjmij Kró-la Chry-stu-sa...

Przed wrotami coś, jakby koła po mokrej ziemi toczące się, zaturkotało i ucichło; Kurta na przyległem podwórku zaszczekał; wrota skrzypnęły. Paweł twarz podniósł i słuchał. Nic; cicho.

Za oknem, jakby kto całun zawiesił, tak ciemno, i wiatr z deszczem coraz głośniej szumi.

Paweł do książki powrócił.

— Rozmiłuj się w Ma... w Ma-rji...

Pomyślał chwilę.

— Aha! to jemu Syonu, królu jakiemuś, czy bogatemu panu, święta książka w Marji rozmiłować się nakazuje!...

I czytał dalej:

— Ona bo... bo-w-i-e-m, — bowiem jest bramą niebieską...

Westchnął.