— Franka, jeść dawaj! czujesz? chutko!
Głos jego brzmiał surowo i szorstko.
Ona z kąta izby wyskoczyła i z gwałtownym ruchem ramion krzyknęła:
— A ty do mnie swoim chamskim językiem mówić nie śmiej! I rozkazywać mnie nie śmiej! Ja nie twoja sługa! Ja, choć zwarjowawszy i wyszłam za ciebie, w porównaniu z tobą panią jestem! księżną! królową! Ty mnie służyć powinien i pył przed memi nogami zamiatać, nie żebym ja tobie służyć miała!
Długo jeszcze w ten sam sposób mówiła, tem, że ją był na kilka godzin w ciemnej izbie zamknął, do ostatka rozwścieczona.
Paweł nie odpowiadał nic; jak kamienny na ławie siedział, kiedy zaś wreszcie umilkła, powtórzył:
— Daj jeść!
— Niema u mnie dla ciebie żadnego jedzenia! — krzyknęła.
— Zgotuj, a zaraz! — podniesionym głosem zawołał.
Czy sama, przez cały dzień nic w ustach nie mając, głodną się czuła, lub też, czy, drżąc na całem ciele, przy ogniu ogrzać się zapragnęła, ale z sieni wiązkę drewek przyniosła i w milczeniu, ponurem warczeniem tylko przerywanem, ogień w piecu roznieciła. Wody potem do garnka nalawszy, kilka garści krup w nią wsypała.