— Franka! Wiesz co, Franka? Ja ciebie dawno już o jedną rzecz chciał prosić.
W wybornym dnia tego była humorze, bo dziś w miasteczku, kiedy kręciła się po rynku, jakiś pan w zgrabnem futerku — podobno pisarz z sąsiedniego dworu — wskazując ją drugiemu, powiedział:
— Ot, szelma przystojna!
A drugi, starszy, podobno ekonom, głową kiwnął:
— A niczego sobie fryga!
Krótka ta rozmowa, którą usłyszała, sprawiła jej wielką przyjemność.
W dodatku za dwanaście groszy, które jej od kupienia krup i soli zostały, kupiła sobie ze straganu karmelków, które teraz, na ławie jak kotka zwinięta, jak wiewiórka w zębach chrustała.
Usłyszawszy więc słowa męża, uprzejmością i czułością wybuchnęła:
— Ja dla ciebie, Pawełku, wszyściutko na świecie zrobić gotowa!
— Nu, kiedy już ty taka dobra, to bądź łaskawa, naucz mnie czytać.