— Och, och, och! Och, och, och!
Ale wkrótce wzdychanie to zastąpił świszczący szept:
— W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech...
W szepcie tym słychać było skruchę, pokorę, szczere i błagalne wznoszenie się sierocej i znękanej duszy ku Niebieskiemu Ojcu.
Odmówiła cały pacierz, przeżegnała się znowu i wnet potem innym już zupełnie tonem przemówiła:
— Aaa! a jaż tobie nowinę powiedzieć zapomniałam!
Głośno i przeciągle poziewając, Franka zapytała:
— Jakaż to nowina?
— Już jakieś państwo z miasta pałac na lato najęli.
Franka wiedziała, że chłopi tę willę, w której zeszłego lata parę miesięcy spędziła, i z której wziął ją Paweł, pałacem nazywają.