Niby magiczną dotknięci siłą, oboje stanęli na miejscu jak wryci. Usta kobiety otworzyły się jak do wydania okrzyku, ale zadrżały i zwarły się; mężczyzna nagłym ruchem podniósł rękę do czoła i podniósł głowę, jak człowiek przed którym staje niespodziane a olśniewające go zjawisko.
Kilka sekund stali tak niemi, z przyśpieszonym dwóch piersi oddechem. Kobieta postąpiła pierwsza, szybko przebiegłą aleę, i stanęła na progu furtki wiodącej z ogrodu na drogę pocztową. Mężczyzna w mgnieniu oka był przy niej, i oboje wyciągnęli do siebie drżące dłonie.
— Pani! Wando! zawołał mężczyzna stłumionym od wzruszenia głosem.
— Panie Auguście! o, jakże niespodzianie ujrzałam tu pana! cichym szeptem wymówiła kobieta.
August patrzył na nią czas jakiś, nie mogąc i słowa wymówić.
— Dawno już nie widziałem pani! zaczął przerywanym głosem; widocznem było że wzruszenie mięszało mu ciąg myśli. Sześć lat! mój Boże! wszak to wiek cały... Przyrzekłem że szukać pani nie będę, dopóki nie będę miał prawa złożyć u stóp twoich całego życia mego... Stało się tak... jestem wolny... jadę do ciebie... Jakież to miejsce jest w którem panią znajduję?.. jakim sposobem pani tu jesteś?..
Umilkł; tchu mu do mówienia zabrakło. Na twarzy Wandy dziwne zagrały uczucia; zbladła, wysunęła dłoń z ręki Augusta, i odstępując od niego parę kroków, wyrzekła poważnym, niemal uroczystym głosem:
— Panie Auguście! znajdujesz się u progu domu pana Edwarda Gaczyckiego, a ja... jestem jego żoną! August zadrżał; głuchy jęk wydobył się z jego piersi, a księżyc który w tej chwili świetnie z za drzew wypłynął posępny blask rzucił na zbladłą twarz jego. Stał chwilę niemy, z pochyloną na piersi głową, z ręką bezwiednie naciśniętą na żelazną ozdobę furtki u której stali.
— O marzenia! o nadzieje ludzkie! — wyrzekł zcicha do siebie, i boleść wielka zawisła mu na ustach. Ale po chwili podniósł głowę, z miłością i bólem wpatrzył się w twarz Wandy, i odezwał się głosem w którym były całe skarby serdecznego ciepła:
— Teraz pragnę już tylko wiedzieć czy pani jesteś szczęśliwą?