— Popełnia, popełnia! zawołała fijoletowa dama, odrzuca porządnych młodych ludzi którzy się o nią starają, a bałamuci żonatych...

To mówiąc rzuciła przelotne spojrzenie na rumianego Ignasia, który z pomiędzy pieca i fortepjanu przesiadł się pomiędzy piec i konsolę, i siedział tam ciągle markotny.

— Daje zły przykład naszym córkom! dodała amarantowa dama, i przelotne spojrzenie rzuciła na stojące za jej plecami dwie córy, a w spojrzeniu tem odmalowała się wyraźnie myśl: „oddawna już spostrzegam że jest piękniejszą, i o dziesięć lat młodszą od moich córek.”

— Uwłacza swej towarzyskiej pozycji, którą każda z nas powinna zachować w nieskazitelnej czystości, wyrzekła nadchodząca do gruppy pani Olimpja.

— Prześliczne masz dziś pani szmaragdy, zabrzmiał tuż obok niej zniżony nieco głos pana Edwarda; przebacz pani że będę niedyskretnym po raz drugi, i jako amator drogich kamieni zapytam, gdzieś je pani nabyła?

Znów przenikliwe oczy bogatego pana z dziwnym wyrazem utkwiły w twarzy Olimji, i znowu na policzki pięknej pani wytrysnął szkarłatny rumieniec. Przygryzła usta, a w oczach jej zamigotała nie już obawa, ale przestrach. Szybko jednak zwróciła się do swego gościa i odrzekła:

— Mam je po babce, jestto pamiątka familijna.

Pan Edward skłonił się niby z podziękowaniem za objaśnienie, ale usta jego zagięły się znowu w wyraz delikatnej ironji, a oczy przeniosły się na twarz pana Spirydjona.

— Proponuję państwu, zawołał ten ostatni zbliżając się do towarzystwa, odmienić przedmiot rozmowy i sposób bawienia się. Gdybyśmy naprzykład poprosili którą z pań o grę na fortepianie...

— Może pani dasz nam słyszeć swoją muzykę, przemówił któś z młodych ludzi do Stasi.