I wskazała na kozetkę, gdzie rzeczywiście przysiadł się do Stasi p. Spirydjon, i prowadził z nią ożywioną rozmowę.
— Nie pojmuję jak można tak lekceważyć skromność i obowiązki zamężnej kobiety! wzruszając ramionami wyrzekła p. Teresa.
— Niech mię Bóg broni i strzeże od obmowy, albo odbierania sławy bliźniemu, kończyła p. Apolonja; ale ja o niej wiem wiele różnych rzeczy...
— Cóż? cóż? zawołała ciekawie Teresa.
— Widziałam już nieraz, jak p. Spirydjon wychodził z jej mieszkania...
— Doprawdy? zawołali obaj małżonkowie; a p. Rokowicz dodał:
— To obraża... tedy...
— I to w porach kiedy Rumiański w biurze pracuje... ciągnęła Apolonja.
— Mój Boże! przyjmować gości, kiedy mąż w biurze; to dla mnie niepojęte! jęknęła Teresa.
— Przepraszam, wybuchnął Rokowicz; skoro tak jest, tedy pani Rumiańska nie powinna bywać w naszym domu! więc... bo nasz dom Tereniu powinien być wolnym od wszelkiej skazy... tedy... kiedy taka osoba jak pani Rumiańska w nim bywa, to obraża... tedy... przepraszam!