— O! Było ono kiedyś wcale inne!
— Nieprawdaż, Czernisiu? Wcale inne... była kiedyś prześliczna... ale teraz...
— Teraz zrobiła się nudna...
— Okropnie nudna... Weź ją i niech już ciągle będzie przy tobie...
Czernicka, wyprowadzając za rękę osłupiałą wciąż i jak płótno zbielałą Helę, w progu jeszcze usłyszała:
— Czernisiu!
Odwróciła się z pośpiechem pokornym i przymilonym uśmiechem.
— Cóż tam z moją morową30 suknią? Dopilnuj, proszę cię, aby dziś ładnie do stołu nakryli... rzuć też okiem na deser... Włosi, wiesz? nic prawie prócz owoców i lodów nie jedzą...
— Wszystko będzie wedle rozkazów pani... proszę tylko o klucz do materii i koronek i o pieniądze na wszystko...
W pokoju Czernickiej cicho było. Zegar wiszący nad ogromnym kufrem wybijał właśnie północną godzinę. W pobliżu firanek osłaniających łóżko panny służącej bielało pod ścianą śnieżnie usłane z orzecha rzeźbione łóżeczko dziecinne. Na stole obok maszyny do szycia paliła się lampa, a na jasnym tle obfitego jej światła ostro i ciemno rysowała się postać pilnie pracującej kobiety. U nóg jej na ładnym podnóżku siedziała Hela, piastując na kolanach swych uśpionego Elfa. Czernicka starannie układała i pilnie zszywała kokardy z czarnej mory, lecz gdy z głębi domu, z salonu, do ucha jej doleciały połączone, płaczące tony fortepianu i wiolonczeli, chmurny wzrok swój utkwiła w pochylonej nad pieskiem głowie Heli, a palcem uzbrojonym w srebrny naparstek z lekka jej dotykając wymówiła: