Nierozłączne w dzień, nie rozstawały się też z sobą i w nocy. Małe, rzeźbione z orzecha łóżko Helki, istne arcydzieło stolarskiej sztuki, umieszczone było tuż przy łóżku pani Eweliny. Na nim własnymi rękami opiekunki swej rozebrana i w batystową nocną koszulkę przyobleczona, na webowej23, haftami okrytej pościeli Helka usypiała codziennie cichym, uśmiechniętym snem doskonale szczęśliwej istoty. Pani Ewelina, układając ją do snu, czyniła nad nią w powietrzu znak krzyża, po czym, gdy Czernicka układała kołdrę jej w malownicze draperie, mówiła:
— Jaka ona śliczna, Czernisiu!
— Jak aniołek — odpowiadała panna służąca.
Czasem Helka nieśpiąca jeszcze rozmowę tę słyszała, z białych puchów pościeli wybuchał głośny śmiech dziecięcy przerywany wołaniem:
— Pani śliczniejsza! Śliczniejsza! Śliczniejsza!
— Co ona bredzi, Czernisiu! — z głębokim zadowoleniem uśmiechała się pani Ewelina.
— Co to za rozum w tej dziecinie! Jak ona panią kocha! — podziwiała Czernicka.
Przy tym przez całe dnie i wieczory w salonie, w ogrodzie i w sypialni odbywała się wciąż prawie edukacja Helki. Pani Ewelina uczyła ją mówić po francusku, zgrabnie chodzić, siedzieć i jeść, ładnie ubierać lalki, gustownie dobierać kolory, do snu układać się w pozycji pełnej wdzięku, splatać raczki i oczy wznosić w górę przy modlitwie. Wszystkie nauki te udzielane i przyjmowane były wśród harmonii i przyjacielskości wzajemnej i zupełnej. Śród zabawy i żartów dziecko kształciło się prędko i wesoło, po roku pobytu w domu swej opiekunki Helka płynnie już szczebiotała po francusku, umiała na pamięć mnóstwo francuskich modlitewek i wierszyków, a gdy szła, biegła lub jadła, Czernicka, spoglądając na nią z podziwem, do pani swej mawiała:
— Co to za ruchy! Jaka gracja! Można by doprawdy myśleć, że panienka urodziła się w pałacu!...
— Tak już ją Pan Bóg obdarzył, moja Czernisiu — odpowiadała pani Ewelina.