— Tak, ale może pociągnąć za sobą w otchłań przedmiot niezmiernej ceny...
— Zanim zdecydowałbym się zamienić choćby na chwilę skórę swoją na cudzą, musiałbym wiedzieć jakim jest ten drogocenny przedmiot...
— A jeżeliby tym przedmiotem była — miłość?
— O, dla miłości bezwarunkowo przebrałbym się za murzyna i — wdzięczny byłbym temu, ktoby mi to przebranie pod rękę nasunął.
Tak ucieszyła się, że zaledwie radość swoją ukrywać umiała. Była przytem trochę wzruszoną, bo mowa o miłości choćby postronnej, zawsze trochę wzrusza.
— Bo przyznaj, kuzynie — rzekła — że życie tyle tylko ma wartości, ile w niem jest tego uczucia, że dla niego można nietylko włożyć maskę...
— Ale także i koturny! — przerwałem. Starożytność była mądrą. Aktorowie jej występowali na scenę w masce i z koturnami...
— I role swoje odegrywali z zadowoleniem, swojem i publiczności — z rozbłysłemi od radości oczyma dokończyła.
Oto, jak szczątki okrętów, które po szerokich morzach pływały, dają siebie ciągnąć za język! O, siostrzana duszo moja, jesteś — gąską!
— Jednak — po chwili niby namyślania się zacząłem — jednak proceder o którym mówimy, posiada swoją niebezpieczną stronę. Cóż nastąpić musi, gdy przed oczyma uratowanego i... oszukanego, z twarzy zbawcy zsunie się maska i od nóg odpadną mu koturny?