— Czem, kuzynko, ten piękny, poważny pan znudził cię tak potężnie?
Z figlarnym ognikiem, który czasem przez źrenice jej przelatywał, odpowiedziała:
— Porcelaną.
Aha! Wiedziałem, że ten światły i przyjemny człowiek, gdy weźmie kogo na porcelanę, może czasem doprowadzić do znienawidzenia świata. Z drugiej strony jednak, przedmiot ten był dla mnie samego, nie w tym aż stopniu, ale bardzo interesującym.
— To wcale nie nudna rzecz — porcelana! gdybyś, kuzynko, zapoznała się bliżej z odcieniami...
Podniosła na mnie przerażone oczy i zcicha, monotonnie zarecytowała:
— Saska, francuzka, hiszpańska, szwajcarska.... saska, sewrska stara, sewrska nowa...
Nagle splotła na piersi ręce i z tłumionym śmiechem wymówiła:
— Kuzynie, czy podobna, aby człowiek mógł sobie stwarzać bożka z porcelany?
— Kuzynko — odpowiedziałem z powagą — uczyń pilny rachunek sumienia: czy wypadkiem sama nie stworzyłaś sobie bożka — z gliny?