— Tak! — szepnęła.
Byłbym za to: tak! ręce jej ucałował, ale pochyliłem tylko przed nią głowę i prosiłem:
— Więc nie zamykaj przedemną swoich myśli, jak świątyni przed grzesznikiem! Mów mi o tych ustroniach dalekich i dla mnie nieznanych, któremi bieży droga twoja!
Przecząco wstrząsnęła głową.
— Dlaczego? dlaczego? — pytałem.
Znowu nie odpowiadała długo, aż utkwiła we mnie swoje wielkie, śmiałe, błyszczące oczy i z uśmiechem zaczęła:
— Dlatego, że...
Uśmiech jej stał się wyraźniejszym i trochę ironiczny, a trochę smutny ognik przeleciał przez źrenice, gdy dokończyła.
— Parceque cela me deplaît!
W tejże chwili lokaj, zjawiający się we drzwiach, oznajmił, że kareta gotowa i Idalka zerwała się od fortepianu, wołając: