— Dziadek — powtórzył mieszając się i smutniejąc i z zamyśleniem dodał — a pan nie?
— Pan Gronowski, dziaduniu, tych czasów i tych rzeczy nie pamięta — zcicha wtrąciła Seweryna.
— Nie pamięta! — powtórzył znowu i błędnemi oczyma szukając jakby mojej twarzy, mówił: to szkoda... to szkoda... dla pana... niech pan tego żałuje... bo to były czasy...
Wyprostował się jeszcze więcej.
— Bo to były czasy... czasy...
Myśl jego wahać się musiała w otaczającej go ciemności, bo mowa była powolną i trudną.
— Bo to były czasy gorące... — dokończył — i rzeczy... rzeczy... bohaterskie!
Co za myśl, kazać mi żałować, że nie jestem swoim dziadkiem! Uśmiech przemknął mi przez umysł, ale tylko przemknął, spłoszony uczuciem uszanowania, ogarniającem mię tem niespodzianiej, że doświadczałem go bardzo rzadko. Z przejęciem się też niespodziewanem dla samego siebie, ale tak szczerem, że aż głowę mi pochyliło, rzekłem:
— Szczęśliwemi są pokolenia, które w dni gorące siać mogą na ziemi bohaterstwo!
I zaledwie wymówiwszy to, pomyślałem;