Żebym nie lubiła, tobym nie błądziła,

Za twoim synem jam Dunaj przebyła».

I dalej, długo, pieśń żałosna, tonami przewlekłymi rozlewała się nad wodą i łąką, a gdy na chwilę milkła, nutę jej chwytał bór i pierwszy raz jasno, głośno, potem ciszej, a potem w wielkiej dali rozwiewnie powtarzał.

Kiedy nakoniec, długą pieśń skończywszy, śpiewaczka umilkła, panna Janina zawołała:

— Elżbietko! zaśpiewaj jeszcze!

W odpowiedzi dał się słyszeć cienki chichot i filuternie uśmiechający się głos odkrzyknął:

— Teraz wy zaśpiewajcie, panienko!

— Zaśpiewaj, Janko! — rzekł starszy pan, i poparli jego słowa inni.

Panna Janina nie dała się prosić długo. Lubiła i umiała śpiewać; to też po krótkiej chwili, nad złotym mostem, na wodzie rozciągniętym, naprzeciw Elżbietki siedząc, zaczęła:

Gdybym ja była słoneczkiem na niebie,