— Hej, hej! hi, hi!

— Ho, ho! — odpowiada jej głos z bardzo daleka, z głębi widnokręgu, od ogniska, które tam u samej ziemi majaczy i mruga.

Stamtąd też, po chwili, odzywają się nuty piszczałki pastuszej, trzy tylko nuty biedne, wciąż te same, ale tak przeciągłe, jak to pole jest rozległe, bo od krańca do krańca jego rozpływają się tonami tęsknoty nieskończonej, powtarzając się nieskończenie... nieskończenie.

— Du — du — du,

— Na co kosa?

— Du — du — du,

— Sianko kosić.

— Du — du — du,

— Na co sianko?

— Du — du — du,