— Klemens! — wołał — hej, Klemens! wypijno z nami. Żeby krowie zdrowo było!
Wychylił podaną mu czarkę i, w szał wesołości wpadając, ku stojącéj w kącie beczce poskoczył, przechylił ją i znajdującą się w niéj wodę na podłogę wylał.
— Kaby krowa tyle mleka dawała — krzyknął!
Grzmot śmiechu zatrząsł izbą, kobiety piszczały, spodnice podnosiły i do przeciwległych kątów uciekały. Szeroki strumień wody od ściany do ściany płynął, niosąc po spadzistościach nierównéj podłogi, rzucone wprzódy na ziemię skorupki jaj, łupiny ogórków, głowy i ogony śledzi. Klemens zniknął w wirze kilkunastu chłopów, którzy go z czarkami w rękach otoczyli, a pomiędzy którymi był także Szymon, pociągający go wciąż za rękaw i z czarką w ręku mruczący...
— Pożycz hroszy, Klemens, zmiłujsia pożycz... choć złotówkę... wszystkie swoje już przepił... Horkaja dola mnie i dziatkom moim...
Zmrok zapadł zupełny. Posługacze karczemni, postawili na stolach, w różnych miejscach izby, trzy cienkie łojówki w mosiężnych i otłuszczonych lichtarzach.
Stepan Dziurdzia głośno do téj pory przywodził w niewielkiéj jakiéjś gromadce, widocznie uszczęśliwiony tém, że choć raz, gdziekolwiek i komukolwiek mógł przywodzić. Kiedy błysnęły światełka łojówek, spostrzegł on starszynę, otoczonego mieszkańcami Suchéj Doliny i poważnie coś do nich prawiącego. Na bronzową, pomarszczoną twarz Stepana, wybijały się rumieńce, pochodzące od żywych rozpraw, w których rej wiódł i od wódki, którą wypił. Zaciekawiło go jednak, o czém téż sąsiedzi ze starszyną rozprawiają i, przysunąwszy się ku grupie, którą składali, słuchać zaczął.
— Tak już trzeba, panowie gromada — prawił starszyna — inaczéj nie można, bez tego już nic. Planipotentów sobie wybierzecie, żeby od was wszystkich do miasta poszli i hadwokata najęli, piérwsza rzecz planipotentów wybrać... a druga hadwokata nająć. Całą gromadą nie będziecie do hadwokata i do sądu chodzić... Planipotenty wasze będą chodzić... którego tam dnia do starosty zejdźcie się wszyscy i naradę zróbcie: kogo wybrać? kto u was najmądrzejszy i na największe uważanie zasługuje!
Dziurdziowie, Budrakowie, Łobudowie i kilku innych przed siedzącym starszyną stali, uważnie słów jego słuchając. Gdy skończył, parę głosów ozwało się:
— Na co nam na późniéj odkładać. My i teraz wybór zrobić możem... niechaj pan starszyna świadkiem będzie.