— Dobrze — odpowiedział — będę, czemu nie będę? A więcéj kogo?...

Stepan już pięścią całą w bok Piotra uderzył.

— Nu, odezwij się... skaży, żeby mnie wybrali...

Oczy mu aż gorzały żądzą odznaczenia, a może i przywiązanéj doń ruchliwéj czynności. Ale chłopi plenipotentem drugim obwoływali starego Łobudę, który, drapiąc się w łysinę, prosił, aby go od chłopotów tych uwolnili, a obciążyli niemi lepiéj którego z jego synów. Najstarszy, Pilip, oświadczył sam, że nie odmówi, choć mu ciężko będzie gospodarstwo opuszczać i do miasta jeździć, ale nie odmówi.

— Niechaj budzie Pilip — zgodzili się chłopi.

— Nu, a trzeci — zapytał starszyna.

— Trzecim niechaj już będzie Pietruk Dziurdzia...

Piotr wyprostował się tak, jak kiedyś, gdy go za starostę wybierano i z rozjaśnioną twarzą za uważanie podziękował. Stepan, znowu go pięścią w bok uderzał.

Skaży, Pietruk, żeby za czwartego mnie obrali...

Piotr, rękę do włosów z zakłopotania niosąc, odezwał się jednak: