I ostatni bochen chleba, na stół zsunąwszy, łopatę na ziemię upuściła i ręce załamała — Oj Bożeż, mój Boże, — z płaczem prawie zawiodła. Piotr i Piotrowa jednocześnie szyje powyciągali, na chleb spojrzeli i jednogłośnie rzekli. — Pęknięty czy co?
Nie mylili się. Ostatni bochen chleba wyszedł z pieca na wskroś prawie pęknięty, jakby nożem na dwoje rozkrojony.
— Pęknięty, — powtórzyła Pietrusia.
Kilka sekund trwało milczenie, aż z pieca ozwał się stary głos Akseny.
— Ktościś odłączy się!
Piotrowa rękę do czoła i piersi poniosła.
— W imię Ojca i Syna... Niech Pan Bóg miłosierny... nas od wszelkiego nieszczęścia broni!
— Ktościś odłączy się! — powtórzyła stara.
— Z chaty czy ze wsi? — zapytał Piotr.
Aksena po chwili namysłu odpowiedziała: