— To tak jak i u mnie! — Zauważył mizerny Szymon, jedna tylko, a bywało z garniec da... Chłopi trącili się łokciami i wejrzeniami, ukazali sobie wzajem ponurą twarz Stepana.

Przytém ozwał się żartobliwy głos jakiś:

— Oj! biedaż tobie, Stepanie! Toż to tam teraz u ciebie piekło gorące...

Inny z grubym śmiechem dodał;

— Jaż wczoraj słyszał jak taja (ta) wrzeszczała w swojéj chacie jak oczyniona (opętana)...

— Kto? — zapytał ktoś z boku.

— A Rozalka Stepanowa żonka...

— Oj zła baba, to zła... jak ogień... — dodał jeden z rozmawiających.

Stefan niżéj jeszcze pochylił głowę i milczał.

Z-za wrót doleciał jeszcze znowu ten sam co wprzódy głos niewieści, tylko jeszcze piskliwszy i więcéj rozgniewany niż wprzódy: