— Zaczekajcie, pani! Ot, wy zawsze taka prędka! Jak do dobrości, tak i do złości prędka!
Po ustach jakby z ciemnego kamienia wyrżniętych uśmiech mu się prześliznął pobłażliwy i wnet zniknął. Zniknęła też z oczu iskra ironiczna.
— Co ja sobie myślę, to myślę, ale zrobię, jak każecie... Ja wszystko zrobię, co każecie... ja wasz poddany...
Pani Teresa aż żachnęła się, aż krzyknęła:
— Głupi Teleżuk jest ze swoim poddaństwem! Najpierw to, że nie ma już poddaństwa, a potem, czy, kiedy jeszcze było, ja Teleżuka za poddanego uważałam czy za przyjaciela, a? Niech Teleżuk zełże, że za poddanego... a?
On ręką wzgardliwie machnął.
— Et, z babą gadać, wodę mleć. Czy ja o takim poddaństwie gadał? Ja w poddaństwo do was poszedł wtedy, kiedyście wy rękami własnymi z żony i dzieci moich zarazę srogą ścierali...
Pani Teresa żałosnym ruchem ręce rozłożyła.
— Cóż, kiedy nie udało się!
— Z żoną udało się... z nimi nie... ale ja od tego czasu wasz sługa, wasz pies... Czego tylko ode mnie chcecie, to zrobię... bądźcie spokojni... co sobie myślę, to myślę, ale zrobię...