— Oj, zmęczyłem się!
I odpowiedź pani Teresy:
— Także dziw! Rączki do roboty nie przyzwyczajone!
Potem, pracy nie przerywając, trochę zdyszanym głosem mówiła:
— A ja powiem, że nie szkodziłoby panom, oj, nie szkodziłoby dobrze sobie czasem pomachać siekierą czy tam kosą albo nad pługiem oblać się takim potem, żeby z nim razem wszystkie głupstwa, a to i grzechy z kości i duszy powychodziły...
Dwa młodzieńcze głosy zaśmiały się, a ona w odpowiedź śmiechowi temu sarknęła:
— Nie ma czego śmiać się: prawdę mówię!
Żelaźco rydla głęboko w ziemię pogrążając dodała:
— Nie do Julka to mówię... on od dzieciństwa do roboty nawykł...
— Do mnie pani to mówi?