— Kniazia!
Głośno, swobodnie zaśmiała się znowu Helena Iwanówna.
— Wiecie, kto to kniaź Borys! Zauważyliście go! Nic dziwnego! On u nas pierwszy krasawiec26 w całym wojsku! A jaki dobry, miły człowiek! Z mężem moim jak brat z bratem żyje i ja sama duszę za niego... Ale pozwólcie dowiedzieć się, jak wasze imię.
— Ina.
Helena Iwanówną ucieszyła się czegoś tak bardzo, że aż w ręce białymi rękawiczkami ociągnięte klaskać zaczęła.
— A co? Tak on mnie i mówił. On, znaczy się kniaź, słyszał raz, jak matka na was imieniem tym wołała, a ja sprzeczałam się i mówiłam, że takiego imienia nie ma...
Wargami, które trochę drżały, Inka szepnęła:
— Kniaź mówił o mnie...
— A wy myślicie, że on nie mówi o was? My z mężem już całą niedzielę27 śmiejemy się z niego, że o niczym innym jak tylko o was mówić nie może. Boginią was nazywa: C’est une déesse! mówi. Wczoraj spotkał się z wami na ulicy i zaraz do mnie przyszedł. „Wiecie, Heleno Iwanówno — mówi — że gdyby ją do Petersburga zawieźć i na wielkim świecie pokazać, wszystkim by głowy pozawracać mogła”. A jemu samemu to już i dobrze zawraca się od was w głowie. Nu, ale ja sobie gadam i gadam a mnie do domu czas! Pozwólcie dowiedzieć się, jak imię waszego ojca?
— Ojciec mój od dawna już nie żyje. Na imię było mu Julian.