— Co tam już gadać! Co opowiadać. Minęło, propato! Już jego na świecie nie ma... Ale...
Wyprostował się, chmurne jego oczy z wyrazem prośby utkwiły w twarzy więźnia.
— Ale teraz ja przyszedł pana prosić, żeby pan mnie wszystko o nim opowiedział: jak się to stało? Jak do tego przyszło? Kto go namówił?
Opowiadanie było krótkie. Nikt go nie namawiał i przyszło do tego w sposób prosty. Chłopak był żywy, szlachetny, kochał kraj, kochał ideę, uniósł go ten prąd, który unosił innych.
Oficer słuchał z głową spuszczoną, w ziemię patrząc.
— Głupost’! — sarknął.
— Co jest głupostią? — uśmiechnął się Awicz.
— A wot, te wszystkie wasze idee i prądy!
— Wiele by o tym mówić — z nowym uśmiechem rzucił więzień.
— Ja i chciałby z panem wiele o tym pomówić... chciałby bardzo... Nu, ale to później, kiedy ja tu inszego dnia przyjdę... a teraz ot, co ja jeszcze chcę panu powiedzieć...