Krępy, pyzaty Olek wyprostował się jak rozgniewany kogut.
— No i co, jeżeli domyślił się? Czy to on mój pan i władca? A co usłyszałem za to, leżąc przy samych krzakach, jak oni za krzakami szli, to usłyszałem... A ty nic nie słyszałeś... nie wiesz...
— Czego nie wiem?
— A tego, dokąd pójdą.
Zerwał się na równe nogi Janek.
— A tyś słyszał? Wiesz? Dokądże? Dokąd?
— Aha! A scyzoryk, ten nowy od Julka, oddasz mi? To powiem...
Janek do kieszeni sięgnął i bohaterskim ruchem przedmiot żądany bratu oddając, tonem wzgardliwej nieco wyższości rzekł:
— Masz i mów.
Wtedy Olek ku samemu uchu jego nachylony szepnął: