Wtem męska postać drogę jej zastąpiła i gruby głos przy samej prawie twarzy jej przemówił:
— Pozwólcie, barynia12! Wy w traurie13.
Chciała usunąć natręta i pędzić dalej, lecz ciemne palce policjanta przedramię jej ujęły tak silnie, że stanąć musiała.
— A toż co? Czego pan chce ode mnie?
— Wy w czarnej sukni! W czarnych sukniach chodzić nie dozwolono.
Ach, tak! Słyszała o tym, ale wyleciało jej to z głowy. Przypomniała sobie teraz.
— Także historia! A kiedy ja innej sukni nie mam!
Jak wicher odwróciła się, zanim policjant opamiętać się zdołał, odbiegła i do pierwszego lepszego sklepiku wpadając zawołała:
— Wstążki dajcie! Kolorowej! Najkolorowszej! Prędzej!
— Najkolorowszej? To może czerwonej?